OBÓZ TANECZNY -- BIECZ 2005

                   1 sierpnia wyruszyliśmy na obóz taneczny. Wyjazd miał być o 8.00, ale z powodu drobnych problemów technicznych autokaru (niezamykajace się drzwi) wyjechalismy koło 11.
Organizatorem obozu był trener klubu ‘Magic Dance’ pan Siergiej Kobylkin.

                     Gdy dotarliśmy do celu naszej podróży, miejscowości Biecz na Podkarpaciu zjedliśmy obiadek, a potem zajęliśmy się przydzielaniem pokoi.
Mieszkaliśmy w schronisku młodzieżowym na I (maluchy) i II (młodzież) piętrze w pokojach 2 i 3 osobowych.  Na salę do treningów mieliśmy kilka kroków.

Plan dnia wyglądał następująco:
8.45 – śniadanie
10.00 – rozgrzewka
11.00 – zajęcia z łacinki
13.30 – obiad
15.00 – zajęcia ze standardu
18.30 – kolacyjka
19.30 – practise
23.00 – oficjalna cisza nocna ;-)

                Zajęcia z łaciny były prowadzone przez panią Lenę z Ukrainy. I nie wiem, co byśmy zrobili bez pana Siergieja, który nam wszystko na bieżąco tłumaczył:-)
             Mieliśmy również zajęcia z Przemkiem Łowickim i Yaną Pokrovską. Partnerzy nie mogli oderwać oczu od Yany, a partnerki od Przemka :D. Ze standardu szkoleniowcem był wielokrotny mistrz Polski, pan Adam Król. Zajęcia były jak zwykle fascynujące:-).
            Już w środę (3 sierpnia) był pierwszy wyjazd na basen do Jasła. Jeździliśmy tam co kilka dni. Atrakcją basenu była zjeżdżalnia, na której urządzaliśmy wyścigi kto szybciej zjedzie, co nie podobało się panom ratownikom. /... Było również jaccuzzi z ciepłą wodą, w którym zawsze był ścisk, bo przecież każdy chciał się zrelaksować na masażach wodnych po ciężkim i wyczerpującym treningu.

            W piątek (5 sieprnia) Łukasz z Dorotką zrobili nam miłą niespodziankę odwiedzając nas na obozie. Zostali nawet na kilka dni.

Czasami wieczorami oglądaliśmy filmy z największych i najbardziej znanych turniejów świata takich jak: Blackpool i UK.
Sporym zainteresowaniem cieszyły się rówenież wieczorne, solowe występy Wojtka, który „tańczył” różne dziwne rzeczy ;-)

Zdarzało sie, że coś się psuło... wtedy do akcji wkraczał Misio, który umiał naprawić wszystko. Został najlepszym mechanikiem wśród tancerzy :]

           Pogoda była dobra, bo tylko przez trzy pierwsze dni były straszne upały i przez dwa dni strasznie lało, ale było w miarę ciepło, na jedzenie też nikt nie narzekał ;-)

W przeddzień wyjazdu ostatni raz pojechaliśmy na basen. Zaraz po powrocie każda para miała przygotować swoje show, by się jak najlepiej zaprezentować. Każdy miał bardzo ciekawy występ. Były nawet formacje :D. To była wspaniała zabawa. Po tych występach była kolacja, a po kolacji ognisko, śluby obozowe i rozstrzygnięcie różnych konkursów.

           Obóz był naprawdę bardzo udany i każdy zrobił duże postępy. Będziemy go zawsze miło wspominać :-)  

Agnieszka Zielińska                                 

   FOTKI z treningu