Kocham plotkę!

 

            Jestem zagorzałym zwolennikiem wolności słowa, nie krępowania wypowiedzi oraz koneserem zbierania strzępów informacji, podtekstów, przeinaczeń, pomyłek, potknięć itp. Krótka mówiąc uwielbiam ..., PLOTKI! Tak jest, nie przeczę ta straszna skądinąd przywara ludzka, nie ominęła mnie od urodzenia. Jestem gadułą i sam puszczam, choć wydaje mi się w dobrej wierze, pewne przemyślenia i refleksje osobiste, które wysnuwam na podstawie wspomnianych „strzępów”. Jeśli te wypowiedzi ktoś popchnie dalej, tworzy się tzw. fakt medialny, gdy pojawi się w druku, to mamy...,fakt prasowy, a tak miedzy nami..., jest to właśnie PLOTKA! Kontynuując wątek mej zażyłości z plotką, to oczywiście uwielbiam czytać różnego rodzaju „forumy”, gdzie anonimowo, bez skrępowania i ograniczeń, każdy może powiedzieć co myśli, jak ocenia fakty i ludzi. Może dać upust swoim emocjom, ansom i aliansom. Może dołożyć komu zechce i bez ryzyka - wszak chroniony jest betonową tarczą, internetowej anonimowości. Czas opublikowania takiej reakcji jest szybki jak myśl nieuczesana. Stąd też i satysfakcja – „...proszę jaki trwały ślad uzyskały moje myśli i jak szybko inni mogą je poznać”. Dla odbiorców jest to też duża frajda. Ślad świeżości opinii, pierwszej złości czy radości – zawsze chętniej czytam, niż przeżute i dopracowane wypociny, nawet te co wyfrunęły spod mojej klawiatury. Pomijamy chropowatość stylu takich wypowiedzi, darujemy literówki, a wychwycone błędy ortograficzne bawią równie dobrze jak sama treść. Dla każdej internetowej strony, która ma coś przekazać szerszemu gronu, forum jest wskaźnikiem, barometrem jej popularności. Strona bez forum jest ułomna i na dłuższą metę skazana na uwiąd. Niestety emocje wylewane na naszych tanecznych stronach były na tyle brudne, że ich szefowie, z polska zwani  „łeb-masterzy”, pozamykali swe forumy. Tak się stało na oficjalnej stronie PTT, prowadzonej przez Pana Andrzeja Błażejczyka. Tak też zrobił  Budniaczyński i Wolak. Zniknęły stare brudy, „łeb-masterzy” odwiesili forumy, a brudy wypływają jak wypływały. Wylano jednak z pierwszymi brudami  znakomitości i osobowości forumowe. Na jedynym pulsującym w starym stylu forum Marka Kosatego, nie brzmią już słowa przecudnie mądrej „Jolki”, tajemniczej „***”, odważnego „Erdi’ego, wojowniczego „Tańczącego z Wilkami”, mężnego „Konia”. Brak mi „Mamuś”, „Rodziców” i innych „wielkich” z pionierskiego czasu forum Pana Błażejczyka z lat 1999-2000-2001. Niestety wydaje mi się, że tzw. „komuś” nawet specjalnie nie zależało, aby zamknąć wspomniane „forumy”. Ten „komuś”..., to nikt inny lecz MY SAMI! My, którzy tak kochamy tę dyscyplinę i tworzymy tak liczną rodzinę, chyba nieporównywalną w innych dziedzinach sportowych. Mamy doskonale rozwinięty instynkt niszczycielski, który przysłania instynkt samozachowawczy. W zapędzie niszczenia wyimaginowanego wroga w naszej kamienicy, doprowadzamy do destrukcji substancji mieszkaniowej. Niszczymy często nawet schody, po których sami musimy się wspinać. Tłuczemy szyby w oknach i dziwimy się potem, dlaczego tutaj taki przeciąg i tak zimno!  Doprowadziliśmy do zamknięcia „forumów” i to  się nam udało! Natomiast z pewnością nie udało się nam zbudować RUCHU TANECZNEGO III RZECZYPOSPOLITEJ, który odpowiadałby naszym aspiracjom, odzwierciedlałby liczność naszej 40 milionowej nacji, dyskontowałby osiągnięcia naszych par tanecznych.

RUCH TANECZNY naszych marzeń zatem jeszcze hen, hen przed nami...

Nie! Nie byłbym w porządku gdybym nie wspomniał o cudzie, kwiecie naiwnym  i delikatnym, kwintesencji marzeń i pragnień – Dekalogach Tanecznych. Powstały one głównie dzięki pasji i wytrwałej pracy  „***” oraz wspomnianej i nie wymienionej grupy „forumowiczów”.  Opracowane DEKALOGI przez odurzonych ideą i oszołomionych naonczas internautów, porównałbym do wielkich patriotycznych osiągnięć, które zapisane są w podręcznikach szkolnych do historii. To nic, że dziś są nieco zakurzone i spoczywają w spokoju na stronie Błażejczyka (dzięki za to Panie Andrzeju!).  Rzadko też kto do nich zagląda, ale zazwyczaj tak bywa - dobre rzeczy, czekają  na lepsze czasy. Fakt powstania DEKALOGÓW, to jedno, a wykorzystanie, to sprawa druga - nie oznacza, że drugorzędna. Tylko od nas zależy, czy skorzystamy  z DEKALOGÓW, czy o nich zapomnimy.

 

Przekopiowano z www.dancesport.pl(fragment)